Jeszcze kilka lat temu planowałem wyjazdy jak sprint. Dwie muzea rano, kolejna dzielnica po południu, zdjęcia do wieczora i sen „kiedyś tam”. Dopiero później zauważyłem, że takie tempo ma swój haczyk: wracam z listą punktów, ale zbyt rzadko z czymś, co zostaje w głowie na dłużej niż parę dni. Właśnie wtedy trafiłem na ideę slow …









